Kiedy zaczynałam pisać do Ciebie ten list była jesień, a ja zupełnie nie spodziewałam się tym razem jesieni tak szybko. Co gorsza, wczoraj podnoszę rolety i widzę spadające płatki śniegu. Teraz będę musiała wymyślić Ci tu jakąś bajkę o zimie, ewentualnie wierszyk, pewnie smutny.
Patrze na nasze listy sprzed wielu lat i mimo lekkiego wyblaknięcia słowa są nadal kolorowe, a zdania z nich układane były dużo prostsze.
To samo stało się chyba z naszym życiem przez ten czas. W każdym razie, stosy listów trzymam cały czas w tym samym zielonym, kartonowym pudełku. Trudno uwierzyć jak wiele marzeń, planów, życzeń, wyznań i pytań może zawierać takie jedno niepozorne pudełko. Głośno śmiałabyś się z tamtych dawnych problemów, w myślach na prawdę to słyszę, obie pękamy ze śmiechu.
Zastanawiam się co powiedziałabyś dziś gdybym spytała 'Co u Ciebie Kochana?'
I przecież teraz, w kilkanaście sekund mogłabym wysłać smsa albo
wiadomość na facebooku. Ekspresowo, prosto, bezpośrednio, bez większego wysiłku.
Szkoda tylko, że zdania wymieniane w obu kierunkach nie były by tymi pisanymi wieczorną dłonią, kolorowymi cienkopisami na barwnych i pachnących, wszystko-przyjmujących papeteriach, które można zbierać do szuflad i zielonych pudełek.
"Oh night when you stay too long let the distance fade"
"Moja droga Grace,
W obliczu cierpienia innych jestem zawsze boleśnie bezsilny, a list, który mi wręczyłaś, odsłania tak olbrzymie pokłady bólu, że nie bardzo wiem, co powinienem Ci napisać. Nie są to moje ostatnie słowa, ale muszą pojawić się jako pierwsze. Nie jesteś osamotniona w swym pragnieniu przyjęcia cierpienia całego
świata na siebie; odnoszę jednak wrażenie, że dajesz z siebie wszystko, a nie otrzymujesz nic w zamian – że twoje współczucie nie jest odwzajemniane – że doświadczasz wszystkich utrapień i żadnej pociechy. Zamierzam jednak przemawiać do Ciebie wyłącznie głosem stoicyzmu.
Nie wiem, dlaczego żyjemy – dar życia pochodzi z nieznanego mi źródła i otrzymujemy go w niewiadomym mi celu, sadzę jednak, że winniśmy żyć z uwagi na to, iż (oczywiście zawsze do pewnego stopnia) życie jest najcenniejszą rzeczą, jaką znamy, i byłoby przypuszczalnie wielkim błędem odrzucić je, kiedy tli się jeszcze choćby jeden płomyk nadziei. Innymi słowy, umysł to źródło niewyobrażalnej potęgi i choć nieraz wydaje się tylko źródłem nieszczęść, to w pewien sposób rozciąga się pomiędzy falami, abyśmy nigdy nie przestawali odczuwać, i choć często próbujemy przestać czuć, a nawet się o to modlimy, to istnieje coś, co podtrzymuje rzeczy na swoim miejscu i tworzy nam w tym wszechświecie miejsce, którego prawdopodobnie nie powinniśmy porzucać. Masz rację, twierdząc, że wszyscy jesteśmy tylko pogłosami tego samego, i to szlachetne, że z konsekwencją i w harmonii zajmujesz się i współczujesz wszystkiemu, co Cię otacza.
Zaklinam Cię jednak, nie uogólniaj zbytnio swych sympatii i czułości – pamiętaj, że każda istota boryka się z problemami, które nie są Twoje, ale właśnie jej, dlatego próbuj się skupić na obrachunku własnych smutków. Nie mieszaj zbyt dużo we wszechświecie, ale próbuj być możliwie rzetelna i skupiona. Wszyscy żyjemy wspólnie, a najbardziej żyją ci z nas, którzy kochają i wiedzą. Pomagamy sobie nawzajem – nawet jeśli nie mamy tego świadomości, każdy nasz wysiłek wzmacnia wysiłki innych i przyczyniamy się do naszego wspólnego sukcesu, a zarazem umożliwiamy życie innym. Smutek przychodzi wielkimi falami – nikt nie wie tego lepiej niż Ty – ale przetacza się po nas, i nawet jeśli czasami omal nas nie zgniata, to w końcu opuszcza nas i wiemy, że jesteśmy silniejsi niż on, ponieważ on przemija, a my pozostajemy. Smutek niszczy nas i wykańcza, ale my też niszczymy go i wykańczamy; poza tym smutek jest ślepy, podczas gdy my potrafimy patrzeć.
Moja droga Grace, przemierzasz ciemność, w której ja, ignorant, nie widzę nic poza tym, że bardzo cię ona wyczerpała; jest to jednak tylko ciemność, a nie koniec, a zwłaszcza nie ten koniec. Nie myśl i nie czuj bardziej, niż musisz, nie zastanawiaj się i nie decyduj – nie rób nic, tylko czekaj. Wszystko przeminie, pozostaną zaś spokój, nowe możliwości, dobroć poczciwych ludzi oraz rozwikłane tajemnice i urojenia. Będziesz robić wiele rzeczy, a ja Ci w tym pomogę. Najważniejsze jednak, abyś teraz wytrzymała. Nalegam, byś spróbowała swego rodzaju mechanicznego skupienia – tak aby niezależnie od tego, jak szybko popędzi koń życia, w siodle nadal siedziała może lekko poruszona, ale wciąż ta sama G.N. Próbuj pozostać w zdrowiu, to wszystko – istnieje bowiem przyszłość. Pisany Ci jest sukces, nie możesz więc ponieść klęski.
Przesyłam Ci najszczersze wyrazy sympatii i moją wiarę w Ciebie.
"Baby, I wanna touch you I wanna breathe into your will
See, I gotta to hunt you
I gotta to bring you to my hell"
Śnił mi się dzisiaj dwudziestoletni klon z dojrzałą
czeremchą. Ja byłam tą czeremchą, a Ty byłeś klonem. Miałeś twarz chłopca,
który jest na drugim roku studiów. We śnie jestem od Ciebie starsza, ale w
snach często wszystko jest odwrotnie, z wyjątkiem kart do gry, które odwrotne
są na jawie. Tak naprawdę to jestem brzozą. Pyk i mnie nie ma. Ciekawa jestem,
czy znajdziesz po mnie ślad w swojej pościeli.
-
Doprowadzasz moją wyobraźnię do szału, być może minęłam Cię
teraz lewym ramieniem i być może Ty zupełnie mnie nie zauważyłeś. Nie zatrzymałam
się. Nie odwróciłam. Jednak przez chwilę byłam w Twoim zielonym świetle na
przejściu dla pieszych jakąś twarzą obcej kobiety z pierścionkiem zaręczynowym na
palcu. Jestem zwykłą kobietą z historią na twarzy. Niejedną. Łagodnie wplecioną
w codzienność tuż przed trzydziestką; kiedyś wyszłam po gazetę i nie było mnie
dwadzieścia siedem lat. Zamyśliłam się nad życiem. O mało go nie przespałam.
Nie jestem typem wampa ani karierowiczki. Wydaje się sama sobie łagodna.
Płynna. Romantyczna, lecz chwilami zaprzeczająca wszystkiemu. Nie znajdziesz
żadnej stałej definicji. A może właśnie Tobie się uda? Jestem typem
obserwatora. Obserwuję Ciebie. Lubię Twoje oczy. Bezgranicznie. Gdy na nie
patrzę, układam się Tobie pod rękę. Wyginam się w łuk i szybko zaczynam łapać
powietrze. Dojrzałość budzi we mnie pragnienie. Podnieca. Zatracam się w
spojrzeniu. Kontakcie. Muśnięciu. Jestem organoleptyczna. Niepoprawna. Głupio
odważna. Chcąca przykuć Twoją uwagę. O oczach w kolorze zieleni, brązu i
piwnym. Nigdy nie wiem czego jest więcej. Z uśmiechem pod skórą. Zobacz, masz
mnie na dłoni. Nie wszystkie karty odkryłam, jednak czuję się rozebrana. To
nawet nie zimno, przyjemne dreszcze, to sto dwadzieścia uderzeń serca na
minutę.
-
Zamknij oczy i czytaj między wierszami.
Wokół Ciebie wiele jest pięknych kobiet, które mówią, że Cię potrzebują.
Nie
ulegaj ich pokusie, bo jesteś przeznaczony tylko dla mnie.
-
/Piotr Adamczyk- Pożądanie mieszka w szafie, listy Miriam, fragmenty/