15.05.2015

uśmiechy i maskary.



"When you close your eyes, 
tell me what you see"






Stoję na dworcu. Znam ich sporą ilość. Wiem ile przystanków trzeba przejechać żeby znaleźć się tam gdzie chcę. Znowu. 
Stoję na dworcu. Pada deszcz. Woda pomału i skrupulatnie wsiąka w moje buty. Rozglądam się. Widzę, że nie tylko w moje. Na szczęście tusz do rzęs mam wodoodporny. 
Ludzie pchający się do wejść autobusów prychają i marudzą pod nosem jeden na drugiego: "wsiadać no, szybciej no, pada no..!" Kobieta z twarzą, która mogłaby popsuć i tak już marny nastrój zbliża się w moim kierunku. Wszystko byłoby okej gdyby nie te usta wykrzywione w przeciwieństwo uśmiechu. Ogromna, smutna podkowa w miejscu warg. Taka na nie-szczęście. Pyta czy aby na pewno 'stąd' dostanie się teraz do 'tamtąd'. Odpowiadam grzecznie,że tak. Po trzech minutach wiem, że jej syn jest prawnikiem, mąż lekarz, ona uczyła się rosyjskiego, przez jakiś czas była nauczycielką, później już nie,a kiedyś to było inaczej wszystko, a ten jej syn, prawnik...pewnie nie ma dla niej czasu. Nagle zza pleców dochodzi mnie głośny śmiech, podwójna salwa z młodych gardeł. Ona śmieje się chowając mu się w ramie, on śmieje się wesoło kręcąc parasolem i patrząc na nią. Nawet deszcz jakby trochę ich omijał. W tej chwili przestaję tam być. Znikam. Nie stoję na dworcu. Leżę z Tobą w tamtym zielonym pokoju. I śmieję się. Śmieję Ci się w ramię, śmieję Ci się w usta, śmieję Ci się w oczy, śmieję Ci się w dłonie, śmieje Ci się w serce. Łzy płyną mi po policzkach. Pamiętasz, że płaczę ze śmiechu? Nigdy wcześniej, ani nigdy później się tak nie śmiałam. Do dziś używam tylko wodoodpornej maskary. Na wypadek gdybyśmy się znowu tak spotkali.
_ _ _












/coat- h&m/ shoes- primark/ bag-@/ hat, watch- vintage/ 


05.05.2015

liczba Dunbara i rozbłyski.




"No stranger would it be
If we met at midnight
In the hanging tree"






Podobno, średnia ilość znajomych, z którymi utrzymujemy jakikolwiek kontakt i więź (nie, oglądanie postów na wall-u Facebooka się nie liczy) wynosi około 150 osób. A ilość osób, które średnio poznajemy w życia? Niezliczona. Dlaczego więc, tylko tak, wydawałoby się, niewielki ułamek tych osób, pozostaje w naszym kręgu znajomych? Naukowcy twierdzą,że jest to zdeterminowane przez budowę i możliwości naszego mózgu. Zabawne, że w 2015 roku normalnym jest gromadzenie na portalach społecznościowych typu Facebook setek 'znajomych' mimo, że nasz mózg nie zmienił się w tej dziedzinie od neolitu.


  Nie zapamiętujemy wszystkich poznanych twarzy, imion, głosów, specyficznych gestów. Niektórzy mijają nas jak odbicia w witrynach. Trzy sekundy rozmazanych sylwetek i już ich nie widać. Znikają twarze, a w naszej głowie nie zostaje po nich nic. Inni za to pojawiają się jak rozbłyski fajerwerków na nocnym niebie. On jak złota rozgwiazda, ona jak czerwony wachlarz. Widać ich wyraźnie, intensywnie. Często niespodziewanie, otwieramy usta i mówimy bezgłośne'wow'. Zapamiętujemy ich na długo, często na zawsze i nawet jeśli równie szybko znikną to po takich spotkaniach sami sobie wydajemy się jacyś inni, trochę zmienieni, zauważamy więcej i świat wydaje się nagle jakby ciekawszy...
- - -









/pants- river island/ bag- mohito/ watch- vintage/ shoes-h&m/ shirt- sh/


23.04.2015

miejskie wilki.



"I know if I'm onto you, I'm onto you

Onto you, you must be on to me"






Mam przyjaciela, który jest prawie myśliwym. To znaczy ma broń myśliwską, amunicję i w ogóle, i często się kręci po okolicach, gdzie są zwierzęta, tyle że do niczego nie strzela.
-Czasem - mówi mi- mogę tropić jakiegoś jelenia czy lisa całe godziny, a nawet dni. W ostatniej fazie, kiedy go doganiam, przybliżam się do niego pod wiatr, żeby mnie nie wyczuł. Przyklękam na kolanie, przyciskam policzek do kolby, zwalniam spust, celuję i...to wszystko. Nie muszę strzelać, żeby wiedzieć, że mógłbym- mówi. -Po prostu wstaję potem i odchodzę. 

(Etgar Keret, 'Buffalo' w 'Tęskniąc za Kissingerem', fragment)

---








/jacket- sh/ skirt- lovelywholesale.com/ blouse- frontrowshop.com/ shoes-@/ sunglasses- sinsay/




02.04.2015

Nie jesteś na Florydzie, ale otwórz drzwi.



"Come on down to Florida, 
I got something for ya"






Znacie taki dzień, kiedy jeszcze przed przebudzeniem czujecie, że na pewno będzie koszmarny? A budzicie się długo po budziku. Za późno. Na dodatek nie znajdujecie się w Kalifornii ani na Florydzie. 
W kalendarzu niby wiosna, za oknem sztorm i śnieg,10 w skali Beauforta. W lodówce i jedyną opcją na śniadanie jest wątpliwej świeżości śmietana procent 12. Głowa boli, oczy palą, zastawiasz się czy to niewyspanie, zmęczenie, początki grypy czy może jednak malaria. Szklanka wody z lodem i cytryną nie pomaga. 
W skrzynce pocztowej same reklamy- "Nowy materac odmieni Twoje życie!" nowe meble i szybszy internet też. I promocja na świąteczne, czekoladowe króliczki o pyszczkach nie podobnych do niczego. Kosz przepełniony. Jak zawsze. Rachunki do zapłacenia. Wiercenie za ścianą powtarzające się z dużym nasileniem średnio co 2 minuty. Po 15 minutach masz wrażenie,że wiertło na pewno dosięga już Twojej skroni. Skarpetka w ilości-jeden, para zaginiona. Stan lakieru na paznokciach- opłakany. Nawet horoskop w który i tak nie wierzysz podpowiada,że dzisiaj, dobre rzeczy, nie przydarzają się Tobie. Wiadomości serwują nowy zestaw tragedii, dramatów i skandali na ten tydzień. Dzwonek do drzwi. Urywany i natrętny. Przez głowę przebiega ci myśl,że lepiej będzie jak udasz, że cię nie ma. Poza tym i tak nie chce ci się wstać z fotela. Po 3 minutach jednak zbierasz się w sobie i ruszasz w kierunku drzwi z nadzieją,że ten ktoś i tak już zrezygnował. 
Otwierasz:
- O Boże! Jak dobrze,że jesteś! Bałem się,że nic dobrego mnie dzisiaj nie spotka.


Znacie taki dzień? Jeden z lepszych.

- - -








/sweater- h&m/ panst- terranova/ jacket- vintage/ bralet- mark&spencer + diy/ shoes- sequin.pl/ 



26.03.2015

w międzyczasie.




"Innocent blood, excuse me now, Mr. Right, knight tell me

Stuck in a days, can't even understand no more"








W międzyczasie coś się może zmieni. Może on sobie wszystko przemyśli, ja się zastanowię, ona coś zrozumie, my coś naprawimy. Jakiś obrót spraw i rzeczy. Poczekamy, popatrzymy na tę historię. 
Może akurat. W międzyczasie wiele się może przecież wydarzyć. 

-
Międzyczas to jednak czas, który upłyną między jednym wydarzeniem a drugim.
 Mierzony sportowcom podczas biegu, podaje się tak zwany międzyczas.
-
A w międzyczasie żadnej myśli ani zmiany. Czuję, że jedyną rzeczą,która tam się mieści jest czekanie.
A czekanie jest puste. W międzyczasie nie dzieje się nic. Kraina 'Międzyczas' nie istnieje. zbiór pusty. Mityczny. Tak zwany. Nieodmienny. Nigdy nie widziany. 
-
Czas jest jeden i w nim dzieje się wszystko. 
I nie ma już miejsca na między-czas między-nami.

---











/jacket, bag- vintage/ leggins- lindex/ shoes- @/ sweater- bik bok/ sunglasses- born86/ gloves- tally weijl/